Paulina

Patrzę na bazgroły, które przez dłuższą chwilę powstają na kartce, leżacej grzecznie obok klawiatury i tabletu. Tak tak, jakoś nadal wolę coś zanotować na kartce papieru niż elektronicznie. Taki fetysz. Albo bywam po prostu staroświecka. Z tego nadmiaru bodźców na biurku zdarza mi się czasem chwycić długopis zamiast piórko, a potem się dziwić, że kursor na ekranie się nie przesuwa…
A więc notuję ten galop myśli. Rysuję nawet. Bo notatki do sesji robię. A do tego pozy kazali sobie poglądowo szkicować. To szkicuję. Ja to może odgadnę, co autor miał na myśli, ale no, bądźmy szczerzy, bozia poskąpiła talentu, więc lepiej, żeby nikt inny tego nie widział.
Chciałabym opowiedzieć o Paulinie. Zastanawiam się więc co i w jaki sposób. Tworzę w notatkach punkty i podpunkty. Chodzę z głową w chmurach. I myślę.
I nagle wiem. Widzę kadry. (nieocenione rysunki!), widzę światło, charakter. Ciekawa jestem jak sama Paulina odnajdzie się w tej sytuacji.
Opowiadam więc.

Opowiadam o Paulinie, miłośniczce książek oraz czerwonej szminki, właściciele kundelka Wally’ego, który dla niewprawnych jest wesołym borderkiem.  Jest to trochę opowieść o przemianie z dziewczyny w kobietę. Jestem świadkiem tej przemiany, bo znamy się trochę prywatnie. Jestem też jej katalizatorem na tej sesji, bo udaje mi się wydobyć dwie twarze Pauliny na światło dzienne.

Paulina jest więc dla mnie wulkanem energii zamkniętym w buteleczce, która czasem traci szczelność. Pozornie spokojna, poukładana i grzeczna niespodziewanie zmienia się w łobuza i odkrywa swoją inna twarz. Wtedy do głosu dochodzi świadoma siebie i swojej wartości kobieta z dystansem do siebie, która potrafi się z siebie szczerze  śmiać